poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Rozdział 13

- A tak w ogóle to masz jeszcze jakieś plany na wakacje? –zapytała Miaski
- Myślałam o tym wczoraj i stwierdziłam, że chciałabym pojechać do mojego taty na Hokkaido i na pewno pojadę  do moich kuzynów o których ci już mówiłam -  mówiłam w zamyśleniu. – Ale nie wiem jak z tatą bo on dużo pracuje i jak jechałam w zeszłym roku to nie za bardzo miał dla mnie czas. Zobaczę jeszcze. A czemu pytasz? – zapytałam zaciekawiona.
- Tak tylko, bo sama się zastanawiam co robić.
- Chyba że pojedziesz ze mną do kuzynów, tam zawsze jest świetna zabawa – zrobiłam się podekscytowana. – Ale zanim odpowiesz tak lub nie, zastanów się nad tym. To jest wstępna propozycja.
- Zobaczymy… - powiedziała jakby coś zaczęła kalkulować. – Przepraszam cię ale muszę iść skorzystać z toalety.
- Spoko, spoko – powiedziałam i już myślałam o tym jakby pójść do Aoiego.
     Drzwi od łazienki się zamknęły. Ruszyłam w stronę pokoju chłopak. Zapukałam i czekałam. Minęła dłuższa chwila, albo mi się tak wydawało. „To jest spiskowanie za plecami Misaki” – pomyślałam. W końcu drzwi się otworzyły. 

- Można? – Aoi stał zaskoczony, potem się cofnął i zamkną za mną drzwi.
- Gdzie Misaki? – zapytał.
- W łazience. Wiesz, nie widziałam wcześniej twojego pokoju, a raczej nie przyglądałam mu się za specjalnie – zmieniałam zdanie na wspomnienie o pomyłce pokoi. – No, ale przejdźmy do sedna. Idziemy na te lody? – uśmiechnęłam się triumfalnie.
- A Misaki? Przecież mnie zab…
- Powiem to tak: Ja cię obronię! – i pokazałam kciuk do góry w znaczeniu będzie okey.
Chłopka patrzył na mnie chwilkę, powiedziałbym dosłownie sekundę, po czym zaczął tak się śmiać, że o mało nie padł na ziemię.
- No co ? –zapytałam.
- Do czego by to doszło żeby dziewczyna mnie broniła. Zaczekaj w salonie, a ja się przebiorę. Chyba że… wolisz popatrzeć – uśmiechnął się.
- Następnym razem z chęcią, ale teraz muszę wyjść bo… - tu zniżyłam głos i mówiłam szeptem – sam wiesz kto, tu przyjdzie… - powróciłam do normalnego głosu i kontynuowałam – a wtedy to ty się nie pozbierasz. –poklepałam go po ramieniu. 
Wybiegłam z pokoju i poszłam pod drzwi łazienki. Zapukałam.
- Misaki? Nic ci nie jest? – odpowiedź była natychmiastowa, bo dziewczyna wyszła.
- Przepraszam że tak długo, ale spłuczka się zacięła – powiedziała poirytowana. – Muszę powiedzieć o tym tacie jak wróci, na chłopaków nie ma co liczyć, choć może Izumi coś by poradził.
   Poszłyśmy do salonu. Słońce świeciło jasno, a zegar pokazywał godzinę 16. Przyjaciółka siadła na sofie w salonie i westchnęła. Popatrzyła na mnie, a potem jakby za mnie.
- Coś się tak wystroił? – już myślałam że to było do mnie, jednak okazało się że Aoi właśnie wszedł do salonu.
- Co cię to obchodzi? – powiedział chłopak. „Znów się zaczynają przedrzeźniać, coś trzeba zrobić” –pomyślałam.
- Aaa zabieram twojego brata na lody w związku z zakładem z plaży – chwyciłam Aoiego pod rękę i się do niego że tak powiem „przykleiłam. Kątem oka zauważyłam, że się zarumienił.  – No to my idziemy. Pa Miaski, zobaczymy się jutro.
     Aoi nie stawiał oporu jak popychałam go w kierunku drzwi, właściwie to sam szedł. Przyjaciółka wyglądał na lekko zdezorientowaną i zszokowaną, ale chyba bardziej tym że nie wzięłam jej ze sobą. Dość szybko dostaliśmy się do drzwi windy, ale ona się tak ociągała, że pociągnęłam za sobą mojego towarzysza i zaczęłam zbiegać schodami mówiąc: „Kto pierwszy na dole wygrywa dodatkową porcję!”. Chłopak szybko załapał i na następnym piętrze mnie wyprzedził. Niestety, na dole pierwszy był Aoi, a ja zostałam w tyle. Nie chcąc wyjść na wolniejszą, zrzuciłam winę na buty. Siedliśmy na ławce, żeby załapać oddech.
- To gdzie idziemy? – zapytał.
- Przed siebie… nie no, tylko żartuję. Gdzie proponujesz, bo ja się jeszcze tak dobrze nie znam na tym mieście. Wiem gdzie jest targ, centrum, szpital, ogrody kwiatów, parę fryzjerów, ale na lodziarniach i wszelkich podobnych knajpek w ogóle nie kojarzę – przyznałam z rezygnacją.
- No tak w końcu się nie dawno przeniosłaś. Hmmm… obok centrum handlowego jest parę lodziarni, może tam? - zaproponował.
- Jasne, w takim razie naprzód marsz! – zaintonowałam jakiegoś amerykańskiego generała.
- Tak, tak, a w ogóle to jesteś niezłą aktorką. Nawet Misaki była w szoku – miał jakąś zadowoloną minę.
- Aktorką? Hahahah..przecież to prawda – popatrzył się na mnie.
- Nie do końca bym się z tym zgodził.
- Dlaczego? – zapytałam z dużym zaciekawieniem.
- Dlatego że to JA cię zabieram na lody z powodu zakładu na plaży – „czyżby uraziła jego dumę?”.
- Ach… Proszę o wybaczenie mi tego haniebnego błędu wobec szanownej osoby. Pozwoli pan, że sprostuję swoje słowa. Otóż szanowny pan Takada Aoi, w nawiasie mówiąc czarne włosy i zielone oczy, z powodu przegrania zakładu podczas podróży, zabiera mnie Sakurabę Ayumi w nawiasie mówiąc blond włosy i niebieskie oczy, na lody o smaku truskawkowym – patrzył na mnie jakbym się urwała z jakieś rozprawy sędziowskiej i już chciał coś powiedzieć, ale mówiłam dalej – Jednak z powodu dzisiejszego przegranego wyścigu ja Sakuraba Ayumi zobowiązałam się do zapłacenia za dodatkowa porcję lodów o smaku cytrynowym panu Takadzie Aoiemu – na koniec dodałam. – Koniec rozprawy, zamykam przewód sądowy.
Przystanął.
- Może jest coś co chciałabyś mi powiedzieć, a czego nie wiem? –zapytał z podejrzliwością.
- Myślę że tak… tak, moim hobby jest bawienie się w adwokatów i prokuratorów – powiedziałam z poważną miną, a on znów wybuchną śmiechem.
- Dobra chodźmy, bo nie dojdziemy tam dzisiaj – ruszył przed siebie.
      I tak ruszyliśmy w stronę centrum handlowego. Nie była to długa droga, więc szybko dotarliśmy do wyznaczonego obszaru. Rozpoczęły się poszukiwania jakieś lodziarni. Na szczęście, przypadał nam do gustu ta sama miejscówka przez co obyło się bez sprzeczek. Ja zajęłam stolik a chłopak zamówił dwa duże puchary lodów. Zanim zdążyliśmy je wszystkie zjeść, lody się rozpłynęły. W między czasie dowiedziałam się też Aoi lubi grać w gry co i ja tez lubiłam, bo miałam w domu konsole. Więc połowę tego czasu spędzonego w lodziarni przegadaliśmy o klasykach i nowinkach w świecie wirtualnym. Po czym chłopak zaproponował, że kiedyś razem zagramy i pokaże co posiada w swoim zbiorze. Ja oczywiście tez chciałam się pochwalić, więc powiedziałam że kiedyś przyniosę. Potem zapytałam się go do jakiego klubu w szkole należy, a on odparł, że ćwiczy aikido. Tak się tym zainteresowałam, co chwila zadawałam mu jakieś pytanie i poprosiłam żeby nie czegoś nauczył. Na co rzekł: „Skoro lubię być przewracana na podłogę, to czemu nie, ale ostrzegam mogą być siniaki”. Wtedy skończyłam swoją porcję i zamierzałam iść po dokładkę dla Aoiego, ale ten chwycił mnie za rękę i powiedział:
- Zaczekaj mam lepszy pomysł.
- Jaki? – zapytałam bardzo ale to bardzo ciekawa co też mógł wymyślić.
- Zamiast kupować mi lody cytrynowe, to może zrobisz mi obetno? – zapytał z uśmiechem. Zastanawiałam się chwilę po czym oparłam:
- Nie ma sprawy, jestem jak najbardziej za, tylko kiedy ci przynieść?
- Może jutro, skoro i tak będziesz u nas – był tak zadowolony że przyjęłam jego propozycję. – To co, idziemy?
- Idziemy – uśmiechnęłam się do niego.
     Przepierzaliśmy centrum, a chłopak pokazywał mi gdzie można wpaść i się dobrze bawić. Wyszliśmy z najbardziej zaludnionych uliczek, bo naprawdę było tak ciasno że można było się zgubić. Szliśmy w kierunku mojego domu, ale nie spieszyło nam się. Wtedy doszły mnie słuchy jakiś dziewczyn:
- Widzicie tego chłopaka? – zerknęłam, a ona wskazywała Aoiego więc postanowiłam słuchać dalej. – Jaki on słodkiiii! – praktycznie piszczała.
- Ale chyba ma dziewczynę – powiedziała inna. „Że ja jestem tą dziewczyną?” – Ładnie razem wyglądają, nie sądzicie?
- E tam ja sądzę, że nie jest jego dziewczyną. Idź i poproś o numer, to może być twoja szansa! – powiedziała trzecia dziewczyna.
    W tym momencie nastąpiło coś czego się nie spodziewałam. Aoi chwycił mnie na dłoń. Jego uścisk był zupełnie inny niż poprzednio. Niepewny. Ostrożny. Delikatny? Pociągnął mnie za sobą, a ja nie widziałam nic poza jego plecami. Nim się zorientowałam, znaleźliśmy się między domami na moim osiedlu. On natomiast się zatrzymał. Obrócił się do mnie i … skłonił w pół.
- Przepraszam, że zrobiłem cos takiego tak nagle, ale te dziewczyny… nie chciałem z nimi … gadać – podniósł się a jego twarz była strasznie czerwona.
- … - „Tylko tyle?”. Uśmiechnęłam się, on popatrzył mi w oczy. – Szkoda że nie widzisz teraz swojej twarzy. Hahahaha. Nic się nie stało. Po ostatnim razie na plaży, nie wiem czy chciałabym żeby jakaś dziewczyna znów uciekała płaczem, tym razem przez miasto. Hahahahaha – nie mogłam powstrzymać śmiechu.
- Ty mała! – rzucił się na mnie, żeby powstrzymać mój śmiech zatykając mi usta, ale to pogorszyło sprawę, aż łzy zaczęły mi spływać po policzkach. – Nie przestaniesz, prawda?
- Nie, dopóki mnie trzymasz. Hahahah. – humor mu się poprawił.
- Ehhh kobiety… - zrezygnowany puścił mnie.
Już bardzo krótki dystans dzielił nas od mojego domu. Zobaczyłam ze ktoś stoi pod furtką. Uspokoiłam się i spoważniałam. Aoi także spoważniał. Podeszliśmy bliżej i już wiedziałam kto to jest. Co nie zmienia faktu że byłam bardzo zdziwiona.
- Ren? – zapytałam.
- Och, jesteś? – przytuliłam się z nim jak zawsze.
- Co ty tutaj robisz? – moje zdziwienie znalazło wreszcie ujście w słowach.
- Ja, myślałem że jesteś w domu, to byśmy pograli jak za danych lat, ale cię nie zastałem.
- Może następnym razem – rzekłam już spokojniejsza. – Ach, to jest Takada Aoi, brat Misaki.
-Misaki? – zapytał Ren
- Mówiłam ci o niej, panie zapominalski – przybrałam minę rozczarowania.  
- Aoi to Shiroyama Ren, przyjaciel z gimnazjum.
- Ten o którym wspominałaś nad morzem – zapytał nie patrząc na mnie.
- Co jak co ale tej rozmowy mogłeś nie słuchać – powiedziałam zrezygnowana.
- Trudno było nie słuchać skoro gadałyście na głos i to przy nas – spojrzał na mnie, ale zaraz znów na Rena
- Oj, dobra, dobra moja wina – powedziałm.
  Zapadła dziwnie długa cisza. Patrzyłam to na jednego, to na drugiego. Ja zaś przestałam istnieć. Jakby rozmawiali, patrząc sobie tylko w oczy. „Nigdy chyba nie zrozumiem facetów. Ciekawe czy jakby teraz mnie ktoś porwał, albo poszłabym sobie do domu to zwrócili by na to uwagę”. Założyłam rękę na rękę i czekałam. Po chwili pierwszy odezwał się Ren.
- Ja już pójdę, Ayumi. Zdzwonimy się – obrócił się i poszedł.
- Ja też będę się zbierać – powiedział Aoi.
- Jest dopiero ledwo co po 18, choć coś ci zagram?
- Zagram? – zdziwił się.
- Zobaczysz – uśmiechnęłam się.
- Ale… - nie zdążył powiedzieć, bo mu przerwałam.
- Chodź! – tym razem to ja go pociągnęłam za rękę.
   Weszliśmy do środka. Mojej mamy jak zwykle o tej porze jeszcze nie było. Powitała nas Yuuko. Aoi był zaskoczony że mam kota. Kotka od razu polubiła chłopaka i chyba w wzajemnością. Siadł w salonie na kanapie, a ona wskoczyłam mu na kolana i zaczęła mruczeć. Nalałam nam soku. Po czym podeszłam pod jedna ze ścian i ściągnęłam materiał, który przykrywał pianino. Siadłam, zaczęłam grać i śpiewać. Kiedy skończyłam, przywróciłam wszystko do poprzedniego stanu. Siadłam obok chłopaka.
- Tylko nie mów nikomu – przyłożyłam do ust wskazujący palec.
- Czemu? Świetnie grasz – zaoponował.
-Nie zbyt lubię grać przed kimś, a zawsze jest tak , jak komuś się powie to on zaraz a zagraj, zrób to dla mnie, no proszę i tak dalej – udałam że przechodzi mnie dreszcz.
- Skoro nie chcesz, nie powiem – i skupił się na głaskaniu kotki.
- A zaprosiłam cię, bo to zawsze ja przesiaduję u was, więc chciałam wprowadzić jakąś małą zmianę – zachichotałam.
- A wie to dlatego… to się nazywa ukryty motyw. Nie masz jeszcze jakiś w zanadrzu? – spytał.
- Po dłuższym zastanowieniu… mam. Jak już jesteś tutaj, to pokaże ci te gry.
     Poszłam na górę po pokaźne pudełko i zaniosłam je na dół. Yuuko była bardzo niezadowolona kiedy musiała zejść z kolan gościa. Chwile nam zajęło zanim przejrzeliśmy całe pudełko. Aoi był tak zaciekawiony, być może nie miał tych gier co ja miałam. Widać było u niego w oczach jakieś iskierki. Zrobiła się 19 i chłopak powiedział że się zbiera.
- Ja muszę jeszcze odwiedzić sąsiadkę, nakarmić jej kota. I zrobić kolację dla mamy. Jak wróci będzie miała ciepły posiłek – stałam zadowolona obok bramki.
- To jeszcze sporo rzeczy do roboty.
- A tam, zaraz będzie wszystko skończone. Chciałam ci za dziś podziękować, świetnie się bawiłam – po tych słowach przytuliłam go. – To taka mała nagroda – jak się odsunęłam to widziałam, że się zarumienił, zresztą nie on jeden. – To do jutra.
- Do … jutra.
       Po tych słowach się rozeszliśmy on do domu, ja do sąsiadki. Szybko załatwiłam co miałam załatwić. Zrobiłam obiad idealnie, na powrót mamy. Nakarmiłam moją kotkę, wzięłam pudło z grami i zadowolona poszłam na górę. Wysłałam Misaki sms’a, że jestem w domu. Potem poszłam do łazienki, a jak wyszłam nastawiłam budzik na rano, rzuciłam się na łóżko i zasnęłam natychmiast. Śnił mi się jakiś przyjemny sen ale nie umiałam go zapamiętać. Dlatego rano pomimo wczesnego wstawania miałam dobry humor. Zeszłam na dół, rodzicielka właśnie wychodziła do pracy, więc pożegnałam się z nią. Następnie zrobiłam kubek gorącej białej kawy i rozmyślałam nad wczorajszym dniem i o dzisiejszym. Nie siedziałam tak za długo, bo musiałam się wziąć za robienie obenta dla Aoiego. „Ciekawe co lubi” – pomyślałam. Szybko uwinęłam się z tym, a moim zdaniem wszyło świetnie. Była 11, ale postanowiłam wyjść jednak po 12 żeby nie zawracać im głowy tak wcześnie. Na spokojnie przyszykowałam sobie ubiór, włosy zaplotłam w warkocz. Zajrzałam do kota sąsiadki i dopiero potem poszłam. Nie śpieszyłam się więc dojście zajęło mi 30 minut jak nic. Wjechałam windą na ostatni piętro i zapukałam do drzwi.

1 komentarz: